W grupie jest siła nie do zatrzymania…

Na wstępie chciałam wyrazić nadzieję, iż nieco filozoficzny ton tego wpisu nie ściągnie na mnie gradobicia. Krytyków jak najbardziej zachęcam do udziału w dyskusji, ale oczekuję też rozwiązań, a nie tylko wytkniętych palców. 

Przez ostatnich kilka miesięcy z nutką nostalgii i refleksji przyglądałam się zabiegom wielu grup związanych z medycyną ratunkową, dążących do przemian w krajobrazie ratownictwa medycznego… Przyznam szczerze, iż czasami trudno mi było połapać się we wszystkich szczegółach, ze względu na bardzo znaczną liczbę ugrupowań zabiegających o reformę zawodową… Z jednej strony jest to budujące, iż tak wielu osobom zależy na zmianom ku lepszemu. Jednakże, gdy sięgnę pamięcią do szkolnych lekcji historii, od razu przypomina mi się sytuacja przedrozbiorowa… Niestety nie da się uniknąć rozbieżności celów i interesów przy znamiennej liczbie graczy. O ile „w grupie jest siła nie do zatrzymania”, o tyle grupa musi być jednością… Tutaj przecież sami swoi!

Nie czas więc na konkurujące sejmiki szlacheckie, a już tym bardziej solowe występy… Medycyna ratunkowa to „sport grupowy”, i tylko ramię w ramię jesteśmy w stanie poprawić dobrostan ogółu, zarówno pacjentów jak i ratowników, pielęgniarek czy też lekarzy. Mając nadzieję, iż właśnie o to wszystkim zainteresowanym chodzi, zachęcam do pojednania interesów nim znowu przyjdzie nam ponad 100 lat na kolejną okazję poczekać. A niby w jakim terminie realizuje się poSTUlaty? Nie pozwólmy, aby historia znowu się powtórzyła…

Spójrzmy tylko na tę siłę w jedności…

Wszyscy biało-czerwoni z własnego wyboru… Fenomen, którego nie sposób opisać słowami. Wątpię, aby w tej podniosłej chwili ktoś chociażby przez ułamek sekundy pomyślał wyłącznie o sobie – a może by tak w życiu codziennym? Przecież my potrafimy, bo ani umiejętności, ani też ułańskiej fantazji nam nie brakuje… Nie godzi się, aby samymi zrywami Ojczyzna żyła…

Wielu z Was w tych prywatnych rozmowach wcale nie myśli inaczej! Nie brakuje Wam żaru, zapału, chęci do działania, ani też inicjatywy! Może takie myślenie nie jest modne, i czasem kryjemy się z nim w sercu. Jednakże racja jest po naszej stronie, i nie ma co zwracać uwagi na malkontentów. Bez względu na to jak by nie było, zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony o wyjątkowo tubalnym głosie.

Cóż z tego, że nie stanowimy większości… Każdy chyba pamięta o doniosłych wydarzeniach w historii, autorstwa naszych Rodaków, gdy „so much was owed by so many to so few” ([PL] „tak wielu zawdzięczało tak wiele, tak nielicznym”). Poza tym może się okazać, iż dobry przykład zachęci też  innych… Wielu z Was już dawno stało się moją inspiracją do działania!

Być może piorunujących efektów jeszcze nie widać, ale „nie od razu Rzym zbudowano„, a poza tym te najłatwiejsze i najszybsze rozwiązania, przeważnie nie są najlepszymi. Jak mawiał kiedyś jeden z moich nauczycieli: „Tylko spokój może nas uratować„.

Tak więc, czapki z głów, wszystkie barwy wysoko do góry, i a cappella, pod dwóch taktach, z całych sił, z całej mocy… 

A ja chylę przed Wami czoła!

Pacjent pediatryczny w realiach pracy ratowników medycznych

Bardzo interesująca ANKIETA! Popieram inicjatywę Tomka Góreckiego i zachęcam do wypełnienia! Poniższy tekst opracowany przez autora ankiety.

MERITUS

„Witam. Nazywam się Tomek Górecki i jestem ratownikiem medycznym pracującym w Collegium Medicum UJ w Krakowie. Mam ogromną prośbę o wypełnienie tej ( długiej niestety – ok 8-10 min.) ankiety poświęconej pracy ratowników medycznych w stosunku do pacjenta pediatrycznego. Ankieta ta ( jako jeden z wielu elementów tego badnia) posłuży do napisania pracy na temat kształcenia, pracy ratowników medycznych w zakresie pacjenta pediatrycznego. BARDZO PROSZĘ O OBIEKTYWNE PODEJŚCIE DO TYCH PYTAŃ. Ankieta jest anonimowa. W razie pytań, wątpliwości, sugestii proszę o kontakt; tomaszgorecki@mac.com
BARDZO WAŻNE! Nie interesują mnie książkowe odpowiedzi lecz Wasze realne działania. Wtedy ta ankieta ma sens… ;-)

EM ultrasound fellow at last!

orlandoEMsono logo Twitter headerJuly 2nd, 2014… The 4th of July is just around the corner but I am already in quite a celebratory mood of independence. After all I just graduated from emergency medicine residency training. To make it even better I also started my ultrasound fellowship in Orlando, FL. I get to train with Steve Leech and I can officially admit to my advanced sono-philia without any eye rolling action! UltraSound=UltraFun logoThe Sunshine State is my new home, palm trees all around, Big Pond only 50 minutes away from my doorstep and Mickey in the backyard… To top it off I have 3 Starbucks kiosks right at the hospital campus… If that’s not enough „carpe diem” then I don’t know what is ;-).

Now, I am really thrilled about all the sono opportunities ahead of me. All the educational creation awaiting… For a start we are flying to NYC to attend the 2nd Annual Tri-State EUS Fellows Conference.

More news to follow but don’t forget to catch us at ACEP in Chicago in case you’d be interested in applying to this great ultrasound fellowship program. The whole crew should be there – just look for a gang of tan happy sono-philiacs, including myself, Hugo, Jill and Steve (the bald guy). Don’t hesitate to contact us in the meanwhile – stay tuned in and follow us on Twitter!

And last but not least – let’s meet @SonoRoundtable!

zaWiRowania

Zawirowania

Kilka lat temu zdarzyła mi się dość ciekawa wycieczka ponad Wielką Wodą na pokładzie C-17. Znawcy od razu wiedzą, iż chodzi o yankeski samolot transportowy używany przez siły zbrojne tego kraju. Była to moja pierwsza przygoda z tego typu środkiem transportu. Na pokładzie, poza załogą i garstką moich współpasażerów, znajdowały się szczątki innego roztrzaskanego samolotu bojowego. Moja mina musiała wzbudzić duże rozbawienie wśród stałych bywalców tychże samolotów, bo już po chwili rozmową rozpraszał mnie podoficer z U.S. Marine Recon.  Rambo i dżentelmen w jednej osobie. Uwagę zwracał mocno zużyty ale nienagannie odprasowany mundur, pocerowany plecak oraz jego czworonożny towarzysz rasy belgijski pies pasterski, który prezentował się jak na wystawie. Zdziwiła mnie skromność jego wyposażenia, gdyż  jakby nie było przynależał do elitarnej jednostki wojskowej. Z głupiej ciekawości zapytałam o przyczynę takiego stanu rzeczy, a on odparł mi coś na kształt: „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma„.

Ta przygoda sprzed 7 lat przypomniała mi się przy okazji artykułu „Komandos i sanitariuszka„. Wzruszająca historia legendarnej sanitariuszki Armii Krajowej – Hanki „Sławki” Jędrzejewskiej, oraz operatora/ratownika pola walki z Jednostki Wojskowej Komandosów przedstawionego pod pseudonimem Wir. Wir jest laureatem tegorocznych Buzdyganów. Swoją prestiżową nagrodę przekazał Pani Halince w podziękowaniu za wzór i inspirację do pracy…

Gdzies kiedys terazZaraz zaraz… Zastanówmy się przez chwilę nad tą dedykacją… Wygląda na to, że w kategorii inspiracji nawet w XXI wieku determinacja wygrywa z zasobnością? „Mind over matter” jak to mawiają anglojęzyczni?

Prawda jest taka, iż wielu z nas przywykło do narzekania i krytykowania. Nigdy nie jest nam wystaczająco dobrze  i bez przerwy pożądamy zmian. Sprzęt zbyt lichy, płaca za mała, ustawa do kitu… W moim przypadku można by jeszcze dorzucić nieustające wędrówki po świecie…

Zabrzmi to pewnie zbyt banalnie… Z przykrością stwierdzam, iż miejsc idealnych nie ma. W każdym kraju, niezależnie od jego bogactwa, jest niesamowicie dużo głupoty. Wszędzie znajdzie się bezmiar bezmyślnych rozwiązań… Nie zapominajmy, że nawet najlepsze pomysły sąsiada tudzież dalekiego ziomka, to i tak tylko „pokazówka” a nie odzwierciedlenie codzienności czy też większości.

Nie ma nic złego w dążeniu do poprawy, ale pamiętajmy iż nie każda zmiana jest ulepszeniem. Krytyczne podejście do stanu rzeczy jest jak najbardziej pożądane, pod warunkiem iż przedstawia się osiągalne w danej chwili rozwiązania. Od narzekania nikomu się jeszcze nie polepszyło!!! Pozytywne zaWIRowania to domena ekspertów i pasjonatów.

10000

ede_banner 2

10000… You might wonder why on earth would I pick a number as a title of my blogpost… The answer is: to make you wonder ;-) and to mark a major milestone! Unfortunately not my own, but one that I would hope to reach some day.

Can you imagine having physically trained 10000 emergency physicians in bedside ultrasonography? Not only through a textbook, or a #FOAMed resource of some sort, but via actual classroom interaction! Well, I just got off the phone with Steve Socransky. He and his colleague, Dr. Ray Wiss, can certainly claim this kind of an achievement. Their initiatives led to the creation of Canada’s National ED Ultrasound Course (a.k.a the EDE Course and the EDE 2 Course). Check it out & make sure to follow the EDE Blog!

Reflecting on my conversation with Steve I must say that a good basic ultrasound course is absolutely priceless! Learning how to scan and being able to generate clinically useful images is quite an art indeed… Having obtained more than 2000 sono studies (stopped counting at 2000 a few months ago), I have to admit that mastery of bedside ultrasonography is a life-long commitment rather than a matter of a few scans. While the equipment is getting smaller and more capable of generating gorgeous images, our patients tend to get bigger and less echogenic. Every single scan should be treated as a valuable and humbling exercise in perfection. Humility and healthy self-criticism tend to save lives. Boastful overconfidence has quite the opposite effect.