Na początku był chaos… Chaos kontrolowany trwa nadal…

EM Chaos

Po moich ostatnich artykułach w otchłani netu, w SORach i karetkach  rozgorzała debata sceptyków i zwolenników. Przeciwnicy nie podnieśli zbytniego rabanu, ale słowa ostrej krytki z pewnością się znalazły. Jak to mawiał mistrz Krasicki „prawdziwa cnota krytyk się nie boi”, tak więc z zaciekawieniem przyglądałam się komentarzom i opiniom czytelników. Muszę przyznać, iż dziwią mnie stwierdzenia „ekspertów” na temat funkcjonowania amerykańskiego systemu w porównaniu do polskich realiów… Wiele z tych wypowiedzi dzielą całe lata świetlne od znanej mi z doświadczenia yankeskiej rzeczywistości… Cóż – z mojego punktu widzenia „Ostry dyżur”, „Dr House’a” czy też „Chirurgów” można spokojnie zaliczyć do gatunku „science-fiction”. Poza tym ani Rzymu ani ERów w USA od razu nie zbudowano, tak więc nie ma co się zrażać i „wołać gromu ażeby dobił”!!! I właśnie o tym dziś będzie mowa… O historii „starożytnej”, o tzw. „Planie aleksandryjskim” i podziemiach medycyny ratunkowej :-)

Na początku był chaos… Taki bałagan, że aż strach… Piwinica o powierzchni 45 metrów kwadratowych, radiologia na piątym piętrze, 18000 wizyt rocznie, i stażyści oraz studenci medycyny zamiast lekarzy specjalistów… Selekcja naturalna zamiast triażu i pacjenci koczujący godzinami w poczekalni. Do tego wzrastająca eksponencjalnie liczba skarg i wiecznie niezadowoleni dyżurni, dla których nocka w ERze była niczym kara za grzechy. Nic dziwnego, że Dr. Mills miał tego po prostu dość… Dzieląc pracę pomiędzy tą piwnicą ratunkową szpitala aleksandryjskiego w Waszyngtonie, oraz praktyką lekarza ogólnego, często gęsto wracał do domu późnym wieczorem… Pewnego razu pojawił się około 1szej nad ranem po 18-godzinnym dyżurze… Przemęczony i przepracowany z całą słusznością stwierdził, iż tak dalej być nie może… On sam, rodzina i pacjenci zasługiwali przecież na coś lepszego! I wtedy to, w roku 1961, zrodziła się wizja… Wizja medycyny ratunkowej.

Wizja

Jak dalej relacjonuje Dr. Brian Zink, Mills w asyście 3 muszkieterów rozpoczął rewolucję! Ano właśnie we wspomnianej piwnicy na 4 łóżkach tworzyli historię medycyny ratunkowej!!! Tak na marginesie należy dodać, iż karetek było jak na lekarstwo, więc żywi pacjenci często zajeżdżali karawanami. Ich pomysł szybko zyskał na popularności, i SORy mnożyły się jak grzby po deszczu. 7 lat później zawiązał się American College of Emergency Physicians.

W 2011 obchodzono 50tą rocznicę narodzin „Planu aleksandryjskiego” Dr. Mills’a. O dziwo (?) okazało się, iż starych problemów nie brakuje! Wielu nadal się wydaje, że ER jest receptą na wszelkie bolączki, a karetka to taka lepsza taksówka. Cóż, chyba należy zaprzyjaźnić się z myślą, iż medycyna ratunkowa ma służyć każdemu, w każdej sytuacji i o każdej porze! Jak mawiają za Wielką Wodą: „Anyone, Anything, Anytime„.

„Tymczasem zgodnie z zaleceniami Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej do SOR-ów powinni trafiać wyłącznie pacjenci, których życie lub zdrowie jest nagle zagrożone – ranni, porażeni prądem, poparzeni, pogryzieni czy użądleni, w stanie ostrego zatrucia, z nagłym bólem w klatce piersiowej, z zaburzeniami rytmu serca, dusznością, silnym bólem głowy, utratą przytomności, drgawkami, bólem brzucha, zaburzeniami widzenia, słuchu, czucia, mowy, uporczywymi wymiotami, silnym krwawieniem z przewodu pokarmowego, dróg rodnych, nagłą wysoką gorączką. Oni powinni uzyskać pomoc jak najszybciej. Absolutnie nie może być tak, że czekają w jednej kolejce z tymi, którzy przyszli po poradę psychologa, zdjęcie szwów, wypisanie recepty czy badania zlecone dawno temu przez lekarza rodzinnego – a to ciągle się zdarza…” czytamy we wrocławskiej edycji gazeta.pl.

Takie założenia i zalecenia to po prostu fantazja i utopia. Owszem, byłaby to sytuacja idealna, ale wymagałaby wysokiego poziomu edukacji medycznej wśród pacjentów, co niestety nigdy nie nastąpi. Frustracja, brak wiedzy, czy też poprzednie doświadczenia ze służbą zdrowia, sprawiają, iż pacjent w pewnym momencie szuka „ratunku”. Pełen nadziei i oczekiwań, a często również nierealnych wymagań, udaje się właśnie do najbliższego SORu. Pół biedy jak dociera na własną rękę. Niektórzy dzwonią nawet po karetkę, a nie ma realnego sposobu na to żeby przez telefon stwierdzić, iż przykładowo pogarszający się od miesiąca ból brzucha i pleców u 65-latka nie jest objawem tętniaka aorty. Tak więc wysyła się ekipę medyczną po delikwenta, któremu pewnie nic groźnego nie dolega. Walka z tego typu zachowaniami z góry skazana jest na porażkę, zwłaszcza w obliczu rosnącego dostępu do informacji medycznej w Internecie. Pacjenci czytają różne cuda, i przekonani o swojej racji, diagnozują u siebie „stany nagłe”. Czy nam się to podoba, czy też nie, musimy pogodzić się ze stanem rzeczy i inaczej zorganizować działalność SORów.

Grunt to porządny system triażowy i organizacja pracy. W większości amerykańskich ER pacjenta najpierw przyjmuje pielęgniarka, której zadaniem jest zebranie szybkiego wywiadu i przyznanie punktów w skali ESI (Emergency Severity Index). Pacjenci w kategorii 1szej, 2giej i 3ciej trafiają do głównego oddziału ratunkowego w moim szpitalu. Ci z kategorią 4tą i 5tą przyjmowani są w pododdziale pomocy doraźnej – tzw. „Fast Track”. Podobny model sprawdza się ponoć w Bochni. Dr. Gucwa kieruje zarówno miejscowym SORem jak i punktem pomocy całodobowej, które są w jednym budynku. Pacjentów z bardziej błahymi problemami, kieruje się do owego punktu. Jako pododdział czy też oddzielna placówka – metry kwadratowe do „MEETowania, GREETowania, TREATowania i STREETowania” są niezbędne pod bokiem każdego SORu.

„Tak jest na całym świecie: to my, lekarze i organizatorzy służby zdrowia, mamy tak ułożyć pracę, by kolejek nie było”. Dr. Jarosław Gucwa

Przez pół wieku Yankesi na próżno walczyli z bomisiami w ERach. Skutek wręcz odwrotny – wiecznie rosnąca liczba wizyt… Jak na złość dorobili się ustawy antydumpingowej czyli tzw EMTALA. Szkoda więc czasu na NIKczemne raporty. SORy były, są i będą od wszystkiego. Trzeba sobie tylko tak to wszystko poSORtować, by stworzyć chaos kontrolowany!

UltraSound = UltraFun (1)

So you teach UltraSound, but you have no clue how to make it sound & fun?

You watch Matt i Mike from Ultrasound Podcast and you wish for their Brain funny? No need to stress my friend! My homemade fun remedies coming right up! No more killing by power point… It’s not a bad tool after all, but deadly in overdose! Especially if you overload it with text and diagrams. Use a picture – tell a story! Make your audience laugh!!!

I won’t pretend I can sound smarter than  Matt & Mike, Lord Stone or Lady SonoSpot, but I can help you build in the fun factor into your soundest ultrasound teaching!!! Right mouse click – „save image as” – and all those crazy slides are yours!!! Let me know if you have any trouble getting it to work – I can always email them to you! I’ll post them as I go… Some motivational slides will come as well! Today a few for a good start – way more in planning phase!

Please let me know what you think of this initiative!!!

[PS] My sincere thanks to all the unknown authors of the images I dug out on the Internet! If you want to claim any of them, please let me know – I’ll gladly add your reference!

MERITUS

Teaching ultrasound moves to 60+ers? Any trouble explaining the concept of rotating, sliding and fanning? Just have them do the Twist…

Basic ultrasound moves for 60+ers

MERITUS

Want to spice up your echo lecture?

Who would thinkg that CHF can be so naughty

MERITUS

Talking about ultrasound in trauma? Who said you need to traumatize the audience?!

SUSS IT OUT

Ultrasound in Trauma

MERITUS

Trouble motivating your learners to scan for the right reasons? Give them some selfish reasons! Guilt them right into it!

3 selfish reasons to scan

Homemade tastes better!

Fridge

Don’t we all love homemade food? Nothing like all kinds of yummy stuff in the fridge!!! But wait a minute? Fake bones in Jell-O? Cords and tubes sticking out of bologna roll? 5 boxes of dark blue gelatin? Modelling balloon wrapped in chicken breast and clingy plastic? And what is that zip-locked goo??? None looks quite that edible, but the concept is brilliant IMHO! Just as brilliant and amazing as bedside ultrasonography itself.

SonotineLadies and gentlemen, we are talking about revolutionary homemade models for ultrasound education. Who on earth needs the expensive simulators?! Let alone affording them… I’m telling you – the magic you can whip up with some gelatin and related ingredients is pretty exciting. To be honest, I don’t think there is enough evidence that high-fidelity (meaning pricey) phantoms perform any better when it comes to transfer of simulation-learned skills into clinical practice. If surgeons can learn laparoscopy on boxes, we can surely teach some basic ultrasound techniques on homemade goodies! Combine that with harmless „experiments” on real people, and your students scan like pros in no time. Get to work folks! A lot of “cooking” and teaching to do! Don’t forget we are aiming at “ultrasound first” for any possible imaging needs, because it’s “safe, effective and affordable”.

Ultrasound Sim LabI did some digging around the net and I came up with quite a few gelatinous or meaty inspirations for your ultrasound sim lab needs. Let me show you what’s out there! Please refer to the individual links for detailed recipes and tips. All the links should be open access – please let me know if you have any trouble getting to a particular phantom.

Ultrasound gel 2

No scanning without ultrasound gel! While some may use water, lotion (your transducer won’t like it though) or even spit (imagine the looks) :-) , I’d recommend getting the recipe from Dr. Boughton’s blog.  It’s edible (unless you add EDTA for bacteriostatic properties) and environmentally friendly. Super easy to make!

Ingredients/equipment: kitchen utensils, guar gum, salt, water, (EDTA) 

Bologna phantomSome people like it on their sandwich (weirdos, right?), while Drs. Wells and Goldstein turned bologna (polony) meat into a training model for ultrasound-guided procedures. Perfect for vascular access and nerve blocks. It can be constructed in less than 5 minutes. Make sure you get the finely minced roll (0.5 kg works best), so it’s not too echogenic. Pork worked best for them, but it might differ locally. It works great and gives you a „hands-on” feel – it’s important to achieve that probe/needle dexterity prior to attempting any procedures on real patients.

Ingredients/equipment: 0.5 kg bologna roll, hand drill with a 12-mm bit, IV infusion set, bag of saline, red dye, kitchen cutting board, drape, cork, thin wire, 600-mm woven nylon shoelace, tape

Vascular access KendallYet another variation for vascular access training in case you are a vegan or vegetarian and the smell of bologna meat makes you particularly uncomfortable. Check out Dr. Kendall’s model! I’ve tried adding some dark food dye to make the Penrose drains invisible. It worked like a charm.

Ingredients/equipment: water, unflavored gelatin, sugar-free Metamucil, latex tubes and cord to tie them off (Penrose drains – 0.5 in. for neck/femoral, 0.25 in. for brachial vessels), rectangular Pyrex glass cake pan (17 × 27 × 5 cm), non-stick spray

Vascular chicken devollaieWhen I thought I’ve seen it all, Dr. Rippey sent me a link to his vascular phantom lecture. Wow – less than 5 minutes and your vascular chicken devollaie is ready to use. Seems like a great model for group training sessions as it lasts for any 20 to 50 uses.

Ingredients/equipment: water, red dye, chicken breast, modelling balloons in two different widths and clingy plastic wrap

Ocular phantom

This ocular model is just ingenious, isn’t it? You can use it to practice normal ocular exam, ocular FB, elevated ICP with increased optic nerve sheath diameter (ONSD), lens luxation, vitreous hemorrhage or even retinal detachment. How cool is that!!! Critical Ultrasound Journal is an open access source – so please refer to Dr. Gonzales’ article for all the details on pretty easy assembly. Beware – you might get addicted to the journal for other ultrasound references.

Ingredients/equipment: unflavored gelatin, 70% ethanol, plastic microwave-safe bowl, measuring cup, aluminum paper, skin lubricant (oil), aluminum rod (1 mm thick, 1.5 cm wide and 40 cm long) – you can use a Zimmer splint and just rip off the foam, spoon, electric hand mixer and a mixing bowl

Ocular phantom 2In case you desperately wanted to eyeball a different ocular phantom, good news is: Dr. Lewiss’ team has something for ya! You’d never guess what they used to mould their models! Anyone seen the colorful plastic balls filled with candy in a vending machine at the supermarket entrance? Yep – the very ones! Looks like they do the trick! And if you add a fluid filled latex glove underneath the posterior portion of the model, you can simulate a retrobulbar hematoma.

Ingredients/equipment: 250 mL of water, 3 packets of unflavored gelatin, 1 tablespoon of psyllium powder, round plastic mold, size 15 scalpel, ECG sticker with metal snap for lead attachment, 18-gauge needle, Elmer’s Glue or casting plaster, balloon or latex glove

Phantom of the Ultrasound Opera1Got some spare ribs? Chicken breast? Wait!!!! Don’t throw them on the grill – I am not that hungry! I just want to build a thoracic phantom. I found this mind blowing recipe in Dr. Rippey’s thoracic cookbook. Maestro – he must have built hundreds of models. Anyways, with this relatively inexpensive and easy to assembly phantom (+/- modifications) you can practice identifying a variety of chest pathologies such as pleural effusion or empyema (just add a teaspoon of Metamucil), pneumothorax, lung point and interstitial edema. You can even „fake” a normal ventilating lung. Thoracic phantom 2I’d never think it’s so easy to simulate lung ultrasound with a sponge! Damp one for normal lung and wet one for interstitial edema. Want to practice thoracentesis? You got it! Just keep in mind that you’d need to replace the fluid bags after every 10 attempts or 30-45 minutes of poking it with the needle. Have a few spare ones ready, and switch as needed.

Ingredients/equipment (effusion/thoracentesis): plastic bucket, pork rib / loin, resealable, slide-locking plastic bags, synthetic, fine-holed sponge, water, psyllium husk (Metamucil), strong adhesive tape, absorbent sheet and kidney dish

Ingredients/equipment (normal lung/pneumothorax/pulmonary edema): shallow tray (2-3cm deep), water, chicken breast or pork ribs, fine-holed synthetic sponge

Lung sliding phantomHere a quick mention of a very simple hand model to explain the lung sliding concept. Dr. Shokoohi suggests using your own palms! While scanning your own hand palm in transverse, you ask a second person to place their fingers on the dorsum of your hand while sliding the skin back and forth. Concept applicable in B-mode (+/- color Doppler) and M-mode to show „lung” sliding or its absence and „lung point”.

Pericardiocentesis1Since we are in the chest, let’s talk ultrasound-guided pericardiocentesis. One of the most exciting procedures, short of ED thoracotomy. We all know that blind attempts have a very high failure and complication rates. Thanks to ultrasound use, you can be a cardiac hero, but if I were you, I’d give it a few „wet” runs prior to approaching tamponade on a real patient. Check out Dr. Zerth’s model!

Ingredients/equipment: 16 oz plain gelatin, 16-inch diameter ‘‘punching balloon’’ (available at party store), golf ball, red and green food coloring, non-stick cooking spray, wooden cooking skewer, 4 oz surgical iodine solution, 4 quarts cold water, 200-250 ml water, dyed red, 4-quart cubical plastic food storage container (hot and cold tolerant), 6-quart tall stock pot or saucepan, candy thermometer, refrigerator, stove

Lumbosacral spine phantom1And last, but surely not least, let’s mention the lumbosacral spine phantom. Drs. Dubiel and Kearsley developed it as a training model for ultrasound-guided neuraxial blockade, but I can definitely see its application for US-guided LP.

Ingredients/equipment: plastic lumbosacral spine model, plastic shoe box, epoxy adhesive (to mount the spine in the box), 300g gelatin, 4 L of warm/hot water, 1 cup of chlorhexidine, adhesive plastic sheet, (I’d add dark food dye if you want to make the spinal model invisible)

#EMTOT banner1

(Althoff, Bude, Chao, Crashing Patient):

  1. Most phantoms can be made with readily available food and household items
  2. Consider adding chlorhexidine or EDTA for bacteriostatic properties
  3. Gelatin blocks made at a lower temperature result in a more desirable phantom
  4. If water is too hot – it can burn gelatin when added
  5. Use 10% (100 mg per cc of liquid) solution of gelatin (e.g. 100 g or gelatin per 1 L of water – do the math for the amount you need)
  6. Gelatin is clear – use food dyes
  7. Layered production process is advised for any kind of inclusions such as vessels, foreign bodies or cysts
  8. Cysts can be simulated with water-filled balloons, tips of examining gloves, grapes, or glycerine suppositories – though models need to be reconstructed after drainage
  9. Pipette bulb clipped with kitchen clip can be used to simulate a cyst – place it on the bottom – it will self-seal even after multiple needle punctures – can be drained and refilled multiple times
  10. Masses are simulated with carrot pieces, macaroni, olives or hot dog pieces
  11. Latex tubes (Penrose drains) or modelling balloons can be used to simulate vessels
  12. Refrigerate the models when not in use to extend their durability (but don’t freeze them, or they’ll crack)
  13. Use clear adhesive plastic or strip of gelatin impregnated gauze on top of your gelatinous phantoms to protect them from pressure damage
  14. Re-usable latex coating can increase durability
  15. Hydrocolloid skin dressings can be used to protect the gelatinous phantom surface – increase durability and probably reduce bacterial propagation
  16. Models should be kept in airtight containers when not in use
  17. Gelatin blocks can be reused – (re-melt & use again)
  18. Electric mixer, handheld drill, stove and refrigerator are the major appliances used

MERITUS

I am hoping you’ll find this overview useful. I apologize for non-scientific references in the text. Authors, please feel free to contact me for any updates or changes. Readers – any suggestions, tips or additional phantom recipes are obviously welcome!

Ultrasound, teach and spread the message of #FOAMed!

References

1. Creating thoracic phantoms for diagnostic and procedural ultrasound training – AJUM Available at: http://www.minnisjournals.com.au/ajum/article/Creating-thoracic-phantoms-for–diagnostic-and-procedural–ultrasound-training–290. Accessed 1/14/2013, 2013.

2. Anaesthesia Newsletters | AAGBI Available at: http://www.aagbi.org/publications/anaesthesia_news/2011. Accessed 3/15/2013, 2013.

3. Althoff S, Sudhir A, Woods WA. A study of the surface characteristics of homemade ultrasound phantoms Critical Ultrasound Journal. 2010; 2010;2:53-57.

4. Bellingham GA, Peng PW. A low-cost ultrasound phantom of the lumbosacral spine Reg Anesth Pain Med. 2010;35:290-293.

5. Bude RO, Adler RS. An easily made, low-cost, tissue-like ultrasound phantom material J Clin Ultrasound. 1995;23:271-273.

6. Chao SL, Chen KC, Lin LW, Wang TL, Chong CF. Ultrasound Phantoms Made of Gelatin Covered with Hydrocolloid Skin Dressing J Emerg Med. 2013.

7. Jafri F, Runde D, Saul T, Lewiss RE. An inexpensive and easy simulation model of ocular ultrasound that mimics normal anatomy as well as abnormal ophthalmologic conditions J Ultrasound Med. 2011;30:569-573.

8. Kendall JL, Faragher JP. Ultrasound-guided central venous access: a homemade phantom for simulation CJEM. 2007;9:371-373.

9. Lo MD, Ackley SH, Solari P. Homemade ultrasound phantom for teaching identification of superficial soft tissue abscess Emerg Med J. 2012;29:738-741.

10. Shokoohi H, Boniface K. Hand Ultrasound: A High-fidelity Simulation of Lung Sliding Acad Emerg Med. 2012; 2012;19:E1079-E1083.

11. Wells M, Goldstein L. The polony phantom: a cost-effective aid for teaching emergency ultrasound procedures International Journal of Emergency Medicine. 2010; 2010;3:115-118.

12. Zerth H, Harwood R, Tommaso L, Girzadas DV,Jr. An inexpensive, easily constructed, reusable task trainer for simulating ultrasound-guided pericardiocentesis J Emerg Med. 2012;43:1066-1069.

Tying knots in the CORD… (#CORDAA2013)

Tying knots in the CORD - The Influencers

I am about to leave Denver after attending CORD Academic Assembly 2013. Hopefully, mysterious Triton won’t prevent me from leaving the Mile High City. Quite a few attendees have actually changed their travel plans in anticipation of this major winter storm, but so far so good – at 2 in the morning my 7 AM flight is still „on-time”. However, it’s neither the power of nature nor airline drama, but the very magic of FOAM which inspired me to write this post. It’s been my first trip to the annual gathering of EM educators from across the United States (and overseas, if I am not mistaken). Academic curiosity and a poster presentation drove me to attend this conference. I knew I’d learn a lot, but I did not expect that a second year resident could actually make any meaningful contributions. While it might have gone unnoticed to the close-knit crowd of residency administrators, a PGY-2 (in me) has actually tied quite a few knots in the CORD this year. Just look at those stats above (@kasiahamptonmd)… Thanks to the #FOAMed conversation (#CORDAA2013) pearls of wisdom from the conference have been followed by many more participants than the lecture halls could ever accommodate. How powerful is that! In Denver I heard we (=residents) should take charge and be invested in our residencies… I’d say we should participate in the making and reshaping of our EM education at the (inter)national level. Let’s „flip the classroom” and make it entirely learner-centered. If you are still wondering how, here is the ultimate answer:

FOAM

Below you can find a small collection of my personal picks from the #CORDAA2013 conversation! There is way more out there – just about anything you can think of in the world of academic EM and teaching!


Wybacz nam Dominiko…

Cry smallMaleńka Dominiko…

Wiem, iż nigdy nie poznasz treści mojego listu, ale i tak postanowiłam go napisać… Po prostu mi wstyd, i w pewnym sensie czuję się winna… Sama jestem mamą dwuletniego Dominika oraz lekarzem medycyny ratunkowej… Stąd takie naturalne poczucie współodpowiedzialności za los pacjenta – zwłaszcza małego bezbronnego dziecka… Ze łzami w oczach i zwieszonym nosem czytałam Twoją historię… Choć chciałabym wiedzieć dlaczego tak się stało, to niczego to już nie zmieni. Nic nie przywróci Twojego szczebiotu zrozpaczonym rodzicom… Wybacz nam Dominiko, iż mało kto spieszy się kochać ludzi, mimo że tak szybko odchodzą” … Kasia.

MERITUS

A tymczasem rozpoczęło się polowanie na kozła ofiarnego… Zawiódł system? Zawiódł czynnik ludzki? Prasa, radio i telewizja ponownie wtórują sobie w rozkręcaniu sensacyjnego materiału, podsycając sprzeczności i rozgrzebując świeże rany. Sprawę skierowano do prokuratury chyba tylko po to, aby uspokoić sumienie, lub też odepchnąć jakiekolwiek poczucie winy. Czy powstanie kolejna teoria spiskowa z lekarzem, ratownikiem, dyspozytorem czy też ministrem w roli głównej? A może by tak każdy głęboko się zastanowił nad odpowiedzialnością jednostki oraz systemu w medycynie ratunkowej? Prośba czy też wołanie o pomoc powinny być równoznaczne z przejęciem pewnego stopnia odpowiedzialności za pacjenta… Nie ma tu miejsca na medycznego ping-ponga z opcją odbicia piłeczki do wzywającego. W systemie odpowiedzialnym to właśnie przedstawiciel służby zdrowia uruchamia kolejne ogniwa łańcucha pomocy. Zbytnia złożoność systemu to już zupełnie inna para kaloszy. Jednakże, wystarczyłoby, iż na każdym etapie stosuje się zamkniętą pętlę komunikacyjną podtrzymywaną przez lekarzy, ratowników czy też dyspozytorów. Przecież to my posiadamy wiedzę medyczną, oraz orientujemy się w możliwościach poszczególnych jednostek systemu reagowania. Wymaganie od pacjenta jakiegoś zestawu magicznych zaklęć celem uzyskania niezbędnej pomocy graniczy po prostu z herezją. Nie twierdzę, iż wyjazd ZRM do każdego wezwania jest absolutnie konieczny, bo niektórym pacjentom najwyraźniej już karetka z karetą się miesza. Niemniej jednak każde wezwanie to wyzwanie odpowiedzialnych – choćby nam przyszło w Weissa się zabawiać, wydzwaniając po przychodniach i punktach opieki całodobowej w „bardzo nietypowych sprawach”.

MERITUS

Cytując wiceministra Neumanna śmierć malutkiej Dominiki „była kompletnie bez sensu”. W czym więc sens dochodzenia i gdybania??? Czytam, iż minister Arłukowicz winnych będzie szukał i karał. Jako że to problem ogólno-systemowy, lista byłaby z pewnością bardzo długa, a jego nazwisko zarówno hierarchicznie, jak i alfabetycznie miałoby duże szanse na czołową pozycję. Z całym szacunkiem, ale mam wrażenie, że Panu ministrowi najwyraźniej teki się pomyliły. A może ktoś tak złośliwie podmienił? Szukanie i karanie winnych należy do kompetencji resortu sprawiedliwości! A jeżeli to kwestia zbyt dużej ilości wolnego czasu, to ustawa czeka!!! Podjęcie skutecznych działań w kierunku usprawnienia systemu ratownictwa medycznego byłoby jedyną słuszną drogą ku zadośćuczynieniu za śmierć Dominiki…

Tutaj sami swoi!!!

Sami swoi ratownik lekarz

Muszę przyznać, iż odzew czytelników na ostatniego posta przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Normalnie, prawdziwy zryw narodowy! Powstanie marcowe! Bez obawy – z kosą na armaty nikogo wodzić nie zamierzam. Mam tylko nadzieję, iż krok po kroku uda nam się doprowadzić do znaczących zmian w polskiej medycynie ratunkowej. „Bez dwóch zdań” sama tego nie dokonam! Skoro ma być rewolucja (jak przewiduje Gabi), to bez grupy rewolucjonistów się nie obejdzie. Chętni? Oczywiście hasło też musi być:

Medycy-ratownicy wszystkich regionów łączcie się! ;-)

(Sorki za te inspiracje z „Trybuny Ludów”).

Przy ognisku ikonaPrzecież tutaj sami swoi! Czas już zażegnać te kargulowo-pawlakowe stosunki pomiędzy lekarzami i ratownikami. Jeszcze nie słyszałam, żeby się komuś polepszyło od wzajemnego obwiniania i obrzucania błotem. Po obu stronach płotu racji nie brakuje, ale że płotek spróchniały to tylko do spalenia się nadaje… Wieczorową porą przy ognisku zawsze milej się gawędzi. Ponoć takie ogniska łączą ludzi!

Wybierając specjalizację z medycyny ratunkowej człowiek decyduje się na szalenie ciekawą, ale i bardzo wymagającą dziedzinę. Jego miejsce jest w szpitalnym oddziale ratunkowym (SOR), a nie w zespołach ratownictwa medycznego (ZRM). Zadaniem lekarza jest szeroko pojęta diagnostyka i terapia, których to z przyczyn technicznych w karetce prowadzić się nie da. Przed ratownikiem stoi wyzwanie ogólnego rozpoznania stanu nagłego i skutecznej resuscytacji, która maksymalizuje szanse pacjenta na przeżycie. W zasadzie dwie odrębne, ale nierozłączne i równie ważne role. Niezawodne spełnianie każdej z nich wymaga ciągłego podnoszenia swoich kwalifikacji i pogłębiania wiedzy. Jak pisze McSwain: „poszkodowani nas nie wybierają. Pojawiają się na naszej drodze z powodu urazów i obrażeń, które wymagają naszej pomocy. My natomiast świadomie zdecydowaliśmy się ich leczyć. Wybraliśmy ten zawód, a nie inny. Chcąc wykonywać go bezbłędnie powinniśmy czytać i uczyć się każdego dnia … musimy albo przyjąć na siebie tę odpowiedzialność albo zrezygnować.” (Jurek Jaskuła mi to podesłał).

Pitcrew

W medycynie ratunkowej dodatkowym warunkiem jest umiejętność bezkonfliktowej pracy w zespole. Nie ma co wchodzić sobie w paradę! W większości przypadków, lekarz w karetce jest jak piąte koło u wozu. Zwłaszcza gdy swoim zachowaniem deprymuje zespół i niesłusznie podważa jego kompetencje. Z drugiej strony, bycie ratownikiem nie czyni ekspertem we wszystkich aspektach medycyny ratunkowej. Wymądrzanie się nigdy nie jest w dobrym tonie. Wzajemne skakanie sobie do gardeł jest tym bardziej niedopuszczalne. W sytuacjach, w których błąd ludzki prowadzi do śmierci lub trwałego kalectwa pacjenta, zamiast wytykać się palcami, porozmawiajmy o tym co należałoby zrobić inaczej. W tym zawodzie nie ma miejsca dla „ignorantów w lateksowych rękawiczkach”, jak to trafnie określił jeden z czytelników.

„Nie przenoście nam stolicy do Krakowa…”, ale lekarza z karetki do SORu to owszem…

Przez ostatnich kilka miesięcy z uwagą śledziłam najróżniejsze doniesienia prasy krajowej związane z medycyną ratunkową i systemem ratownictwa medycznego. Miałam nadzieję, iż wreszcie „zakumam” o co w tym wszystkim chodzi, ale dalej nie jestem pewna czy udało mi się ten cel osiągnąć… Prawdę mówiąc, to nie bardzo rozumiem dlaczego tak wiele spraw przekazywanych jest organom ścigania? Czy niektórym się wydaje, że taki prokurator to jakiś czarnoksiężnik z magiczną różdżką? Z reguły gość nie ma zielonego pojęcia o medycynie – a naciąganie każdej sprawy pod artykuł 160 kodeksu karnego (ten właśnie o narażaniu na utratę życia lub zdrowia) to po prostu żenująca komedia. Załóżmy, że w efekcie postępowania ktoś dostanie naganę, grzywnę lub też wyląduje za kratkami… Do tego media rozdmuchają cały temat do poziomu teorii spiskowo-terrorystycznej… Publiczność pożyje tanią sensacją… A jak już wszystko ucichnie, okaże się że tak naprawdę niczego nie zmieniono na lepsze, ani też nikt nie ozdrowiał.

To może jednak inaczej? Może zamiast wytykania błędów należałoby skupić się na szukaniu rozwiązań poza prokuraturą i prasą? Stojąc trochę na uboczu mam wrażenie, że naprawdę wiele dałoby się naprawić, ale wymagałoby to pewnych zmian… I stąd właśnie pomysł na cykl postów „Co by tu zmienić żeby było lepiej?”.

Mam nadzieję, że nikogo myślącego tu nie urażę, ale od kiedy uczestniczę w pracach systemu ratownictwa medycznego za Wielką Wodą, naprawdę nie rozumiem po jakiego grzyba w karetkach jeżdżą lekarze? Jeszcze za czasów studenckich w Belgii, wydawało mi się, iż ich obecność jest naprawdę konieczna w przypadkach nagłego zatrzymania krążenia czy innych stanach nagłych. Z podziwem przyglądałam się „bohaterskim czynom” starszych kolegów. Czar dość szybko prysł jak zostałam lekarzem medycyny ratunkowej w USA. Po kilku miesiącach kontaktów z zespołami ratowniczymi, które świetnie dają sobie radę bez lekarza, jestem przekonana, iż taki dualny system sieje jedynie niepotrzebne zamieszanie. Codzienne dylematy dyspozytorskie w tonacji „S” lub „P” są zupełnie zbędne. Post factum prowadzą jedynie do bezsensownych wypowiedzi na temat słuszności dokonanego wyboru, oraz sieją nieufność wśród pacjentów. Wyobraźmy sobie ogrom mitów, jeżeli Kowalskiego z pierwszego piętra zabiera zespół S, a po Malinowskiego z dziesiątego piętra wysyła się zespół P. Z medycznego punktu widzenia takie ploty nie mają żadnego znaczenia, ale ciągłe podburzanie pacjentów przez sensacyjne reportaże prasowe niczego nie naprawi. „Bez dwóch zdań” nie ma takiej konieczności, aby w karetce był lekarz. Dobrze wyszkolony personel ratowniczy jest tu podstawą sukcesu! A tego akurat w kochanym kraju chyba nie brakuje! Nowoczesnych karetek też jest ponoć pod dostatkiem. Za to podobno brakuje lekarzy medycyny ratunkowej?

Sznurek karetek

Miejsce lekarza medycyny ratunkowej jest w SORze, a nie w kolejce do niego! Wyobraźmy sobie, że z tych wszystkich oczekujących godzinami karetek wysiedliby lekarze i zajęli się przyjmowaniem pacjentów w oddziale ratunkowym. Bez względu na liczbę podjeżdżających zespołów problem przyjęcia chorych nie byłby aż tak wielki. Rozumiem, że NFZ nie chce płacić za lekarza podwójnie, raz w karetce i drugi raz w oddziale ratunkowym, bo prawdę mówiąc jest to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Jeżeli fundusze na obecność lekarską w zespole wyjazdowym zostałyby przeniesione razem z nim do SORu, to od razu poprawiłaby się funkcjonalność takich oddziałów. Zacytuję tu wypowiedź prof. Jakubaszko, z artukułu który ukazał się na łamach wrocławskiej edycji gazeta.pl pod koniec stycznia:

„Na dyżurze mamy trzech lekarzy i sześć pielęgniarek. Przydałoby się drugie tyle…”

I tu jest właśnie pies pogrzebany… Nawet podwojenie tej liczby pewnie nie wystarczy. Mój yankeski ER przyjmuje rocznie około 46 tyś pacjentów. Obsługuje go ekipa 27 rezydentów (w trakcie specjalizacji) oraz 12 lekarzy z zakończoną specjalizacją w dziedzinie medycyny ratunkowej – oczywiście pracujących w systemie zmianowym. Każdy z nas lata jak nakręcony, ale żadna liczba chorych nie jest nam straszna. Pewnego wieczoru gdy przyszłam na dyżur, akurat podjechało 7 karetek, i wszystkie odjechały puste w przeciągu 25 minut. Owszem, zdarza się iż pacjenci czekają godzinami na poradę w poczekalni, ale nie są to Ci z podejrzeniem zawału, połamaną nogą czy innym stanem nagłym. Szybki system triażowy sprawia, że na długie czekanie skazani są „wygodniccy”, którym się wydaje, iż SOR to taka całodobowa przychodnia. Poza tym, w godzinach „szczytu” – pomiędzy 11 rano a 11 wieczorem, jeden rezydent prowadzi tak zwany „fast track”. Tam właśnie trafiają pacjenci z Emergency Severity Index score 4 i 5 – „treat and street” jak to mawiają… Nikt z rezydentów nie jeździ w karetce poza miesięcznym stażem tak dla rozeznania. Niektórzy latają w HEMSie, ale jest to raczej atrakcja niż konieczność z punktu widzenia odpowiedniej opieki nad pacjentem. Rezydent pełniący dyżur lotniczy przez cały czas przyjmuje pacjentów w oddziale, a znika tylko wtedy gdy jest jakiś lot. Nikt tu nie śpi w czasie dyżuru na ER, bo nie za to nam płacą…

Nie ma się co dziwić, że rodzimy system który płaci lekarzowi za nockę w łóżku dyżurnego, lub też całe godziny z jednym pacjentem w karetce, przynosi tyle strat finansowych. Zostawmy więc czynności ratownicze przygotowanym do tego ratownikom, i przenieśmy lekarzy do SORów!!! Jak widać błędna koncepcja systemu jest tu w dużej mierze winna kłopotom finansowym z jakimi boryka się medycyna ratunkowa w Polsce, a nie obwiniana przez prof. Jakubaszko biurokracja, która powstała przecież na bazie tejże koncepcji.

To tyle na dzisiaj… Czekam na komentarze!

„No such thing as bad student, only bad teacher”

IEMTC13I am sure you all remember Mr. Miyagi from ‚Karate kid’ – who wouldn’t!? Master of his art, philosopher of life and definitely an inspiring teacher. As he once said: No such thing as bad student, only bad teacher.’ 

I don’t know how about you, but I believe that being such a bad teacher is simply inexcusable, especially in clinical education. Your learner’s time is as limited as yours, so don’t waste it! Don’t be one of those who teach how not to do things. Don’t set the wrong examples! Don’t bore your audience to death with mundane slide presentations. After all, you are teaching them how to take care of patients, and how to do it best! There is no excuse for lousy style and outdated information!!! Do everyone a favor and cancel your lecture, if all you do is copy/pasting from sources, and reading your slides.

Death by Powerpoint

I teach EMSo you are an EM/critical care doc, attending, registrar, consultant, resident, or whatever else they might call you out there? And you are wondering how to reach the stage of teaching zen? Just lurking at this site, you are already heading in the right direction. As they say: „Where there is a will, there is a way!” Of course, nothing happens without some effort, but in this case you can consider yourself pretty lucky. Folks from The Teaching Course team are making a Herculean effort to help you succeed. All you need to do is register and show up for the course! Baltimore is the place to be! I was there last year and I am heading there again! Let’s meet in Maryland!!! I can promise that you’ll never look at sleepy audience again… Rob Rogers, Amal Mattu and many others will show you how to shower your students with witty humor and make them learn with excitement! Don’t forget to follow the course on Twitter @IEMTC13. Use Hashtag #IEMTC13.

See you there!!! October 21 – 25, 2013, Baltimore, USA!

IEMTC

Detektyw Sono(wo)man to ja!

UltrasoundFirstSono(wo)man brzmi prawie jak „Super(wo)man”, a to wcale nie bez powodu. Taka głowica USG w SORze to po prostu siódmy zmysł każdego lekarza. Żadne zrobaczywiałe wyrostki, połamane kości, kamyki w woreczkach czy też „zbolałe” serducha się przede mną nie ukryją. Odkąd zaczęłam przygodę z kliniczną medycyną ratunkową to właśnie głowica ultrasonograficzna stała się moją ulubioną „zabawką”. Niektórzy biadolą, że RTG w oczach im brakuje, a ja tam wolę USG. Nie ma co pacjenta promieniowaniem dobijać.

Już słyszę te sfrustrowane głosy, że łatwo mi gadać, bo pewnie mnie tu wszystkiego na tej yankeskiej rezydenturze nauczyli. Niby coś tam nauczyli, niby mieli nas uczyć, ale że teoria rzadko chodzi w parze z praktyką, uczyłam się sama oraz od naszych techników ultrasonograficznych. W Stanach samo badanie wykonuje technik, a radiolog tylko je interpretuje. To trochę jak za komuny – robotę dla jednej osoby wykonują dwie, z tą “małą” różnicą, że radiolog żelem się nie plami i bierze za to niesamowite pieniądze… Na początku miałam wrażenie, że bawię się kryształową kulą, a jakiekolwiek “odkrycia” były zupełnym dziełem przypadku. Dzisiaj, po 1.5 roku doświadczeń na pacjentach (na całe szczęście bez żadnych skutków ubocznych) nie wyobrażam sobie swojej pracy bez aparatu USG… Zastosowań jest naprawdę całe mnóstwo i będzie ich coraz więcej, bo rzesze genialnych ludzi prowadzą badania nad ich rozszerzeniem.

Matt i Mike

Zachęcam więc wszystkich do podjęcia wyzwania w dziedzinie USG pierwszego kontaktu (tzw. bedside ultrasound albo też POC = point-of-care ultrasound czy EUS = emergency ultrasound). Jeżeli czasu, ochoty oraz „środków” Wam nie brak, to serdecznie polecam krakowską tudzież warszawską edycję rodzimego kursu CriticalUSG. Dorota, Paweł & Co nawet z pustego do głowy naleją i kawę na ławę wyłożą – przerwy kawowe w cenie kursu ;-) . A tych co wolą nauki o każdej porze dnia i nocy zachęcam do odwiedzenia Ultrasound Podcast. Moi „miejscowi” koledzy Matt Dawson & Mike Mallin uczą za darmo – w każdym zakątku globu. W necie nie ma lepszych instruktorów! Co prawda zdarzyła im się mała wpadka w odcinku o wyrostku. Amerykanów po prostu zżera zazdrość o wyniki europejskich badań naukowych. Ale ja im wytłumaczyłam, że w Europie mamy lepszych pacjentów. W europejskich SORach nikt nie rozdaje narkotyków typu oksykodon, morfina czy hydromorfon niczym cukierków, więc jak pacjent mówi, że go brzuch boli to go boli, a nie wciska kitu byle się naćpać. Tutaj, co drugi ból brzucha to kit – co trzeciemu wpisuję w dokumentacji elektronicznej “drug seeking behavior”. Więc jak tu prowadzić poważne badania naukowe na kompletnie niepoważnych pacjentach?

ViveLaFOAM

Martwiłam się, że spędzę dużo czasu nad porządnym zestawieniem wszystkich zasobów ultrasonograficznych dostępnych w necie, a tu z pomocą przyszły mi „gwiazdy amerykańskiej ultrasonografii stanów nagłych”, czyli  Viveta Lobo (w kręgach znana jako ;-) VLo) i Laleh Gharahbaghian z samego Stanford’a.

Didactics:
Sonoguide: Ultrasound Guide for Emergency Physicians – offers a description of each bedside US application, ultrasound images and videos – all to train and review US utility for aiding diagnosis, management and treatment by Dr. Beatrice Hoffman (niemiecka jakość po Heidelberg’u ;-) )
SonoWorld – a comprehensive site that includes hundreds of lectures, cases, videos, and articles that includes basic bedside ultrasound applications, but goes beyond that to satisfy the needs of all US enthusiasts.
Emergency Ultrasonography – a comprehensive website geared to emergency physicians that contains many lectures, cases, and educational content that can be used by residencies for the didactic portion of ultrasound education by Dr. Geoff Hayden.
SAEM Ultrasound Narrated Lectures – just as it states, a library of lectures on bedside ultrasound with a link to a free pdf of ultrasound guides on that same site.
Sinai EM Ultrasound – a complete site of free online lectures, cases, research articles, and news on bedside ultrasound topics by Dr. Bret Nelson.
Society of US in Medical Education – learning modules and curriculum databases with a long lecture list on all basic bedside ultrasound topics that allows the learner to control the pace of the lecture.
Vanderbilt’s EM Ultrasound – a collection of brief lectures on each bedside ultrasound topic in a well-organized way with quizzes that can be taken to test your knowledge by Dr. Jim Fiechtl
 ICU Sonography lectures for Echo/IVC and more by: Beth IsraelStanford, and Yale

Online Textbooks:
 European Federation of Societies for Ultrasound in Medicine and Biology (EFSUMB)– a free and comprehensive European full textbook found online for free on each ultrasound application
Partners In Health Textbook for Ultrasound in Resource Limited Areas – by Drs. Sachita Shah, Dan Price, Gene Bukhman, Sachin Shah, Emily Wroe
iBook for the iPAD – a new textbook brought from the Ultrasound Podcast guys and written by many US educators sure to bring a new concept to the world of online education – The iBook and all its glory can be discovered here.

Matt i Mike

Podcasts:
Ultrasound Podcast – one of the best, and funniest ways of teaching ultrasound to all learners. This podcast discusses all ultrasound applications, keeps it easy, and makes it engaging by Drs. Mike Mallin and Matt Dawson, with Stone’s side excerpts from Dr. Mike Stone.
UC Irvine’s iTunes lecture series – an excellent and comprehensive lecture podcast library of all bedside ultrasound applications by Dr. Chris Fox.
Soundbytes – a collection of free lectures for all bedside ultrasound applications in a concise and free format by Dr. Phil Perera.

SonoSpot

Blogs:
SonoSpot: Topics in Bedside Ultrasound – a blog that discusses tutorials, cases, tips/tricks, research, links/sites, and people in the ultrasound community by Dr. Laleh Gharahbaghian (yes, shameless plug here).
Bedside Ultrasound – Ultrasound teaching updates with tips/tricks and brief video lectures of the hot topics in bedside ultrasound and interviews with US enthusiasts by Dr. Mike Stone.
Highland Hospital ED Ultrasound - a collection of blog posts that focus on procedural US guided applications in addition to the basic US application by Dr. Arun Nagdev and Andrew Herring

SonoCloud

Images:
Sonocloud – the ultimate library of ultrasound clips – an amazing free image upload and download site where you can find any ultrasound clip you need to review, place in your lecture, or use to learn and teach others by Drs Mike Mallin, Matt Dawson, and Mike Stone.
Vimeo: US in Emergency Medicine and Critical Care group – a large collection of ultrasound clips for your viewing pleasure of pathologies, normal anatomy, and more by the HQMedEd (high quality medical education) team at Hennepin County Medical Center

Free Smartphone Apps:
1-Minute Ultrasound – by the Ultrasound Podcast guys for your iPhone, with 1 minute reviews of all applications in an easy to learn way.
SonoAccess – a list of lectures and images in a smartphone app.

Let’s make 2013 the year of…

2013 - Happy New Year Fireworks

Kolejne cudowne święta już za nami i pora pomyśleć o życzeniach noworocznych. Mogłabym tak banalnie, zwyczajnie palnąć coś „stosownego”, ale wolałabym podzielić się swoimi fantazjami i nadziejami związanymi z medycyną ratunkową w Polsce. Ostatnio wiele rozmawiałam z lekarzami oraz studentami medycyny i ratownictwa medycznego… Cóż… Mam wrażenie, że dziedzina ta traktowana jest nieco po macoszemu. Wynika to chyba z braku konkretnej wizji po stronie zwolenników, oraz z pewnego stopnia intymidacji po stronie przeciwników. Dlatego też życzę wszystkim jej miłośnikom, aby rok 2013 był początkiem niesamowitej przygody i znaczących zmian ku lepszemu. Zwracam się tutaj przede wszystkim do studentów 6-tego roku medycyny i obecnych stażystów, aby nie rezygnowali z marzeń na rzecz innych „ustawionych” już specjalizacji! Naprawdę nie należy się obawiać, iż nie będzie się od kogo uczyć. W obecnej dobie „#FOAMed’u” akurat medycyna ratunkowa przoduje w udostępnianiu materiałów edukacyjnych przygotowywanych przez najbardziej utalentowanych nauczycieli z całego świata. Całkiem na serio czy też z humorem – każdy może znaleźć coś dla siebie. Wysoka jakość akademicka zapewniona, jako że blogi stały się nowym medium aktywności uczelnianej. „Publish or perish” zamienino w „podcast or perish”.

2013 - Happy New Year - Troche z Kopciuszka a troche z.... 1a

 Wybaczcie, drodzy czytelnicy, tę noworoczną prowokację. Ostatnio stwierdziłam, iż ratunkowa ma w sobie coś z „kopciuszka” i z „kurtyzany” ;-) . Piękna, dynamiczna, inteligentna, pociągająca… Nasze umiejętności w chwilach grozy, oraz opanowanie w sytuacjach, które innym mrożą krew w żyłach, wzbudzają pasję podziwu i płomień zazdrości. Zazdrośnicy krytyki nam nie szczędzą, ale spójrzmy prawdzie w oczy. Gdy w SORach brakuje lekarzy o szerokiej ekspertyzie diagnostycznej, to pacjenci ganiają od Annasza do Kajfasza i nic z tego nie wynika. Nasze szóste zmysły i umiejętności w wyczuwaniu pisma nosem są po prostu niezbędne. Od razu przyznaję, iż ochoczo chylę czoła przed wszelkimi specjalistami przejmującymi opiekę nad chorym z wyklarowaną sytuacją. Bez wahania odsyłam wyrostki to chirurga, STEMI do kardiologa interwencyjnego czy też udary niedokrwienne do neurologa. Niemniej jednak z pełnym przekonaniem twierdzę, że współczesna rozparcelowana medycyna bez porządnego SORu i wykształconych specjalistów klinicznej medycyny ratunkowej, żadnego sensu nie ma. Pisząc o porządnych SORach wcale nie mam na myśli topienia pieniędzy w bardzo kosztownych urządzeniach. Zorganizowany zespół, zintegrowana opieka przedszpitalna, zgrana komunikacja na linii karetka-SOR, podstawowe laboratorium analityczne i szeroko rozeznany lekarz z pasją do głowicy ultrasonograficznej to podstawy sukcesu. Z całym szacunkiem, ale na codzień obserwuję rezydentów z innych dziedzin odbywających staże w naszym ER. Przyszli chirurdzy, ortopedzi, urolodzy, interniści, pediatrzy, neurolodzy, lekarze rodzinni… Długo by tu jeszcze wymieniać! Wszyscy z przerażeniem w oczach ciągną nas za rękaw w przypadku obrażeń wielonarządowych czy tzw. „crashing patients”. O drobnostkach takich jak przyszły pediatra kontra zapalenie płuc u seniora, tudzież przyszły ortopeda kontra krwawienie w pierwszym trymestrze ciąży to już nawet nie wspomnę.

Podczas gdy wielu specjalistom „w tym wszystkim gdzieś zgubił się człowiek”, nasze działania opierają się na myśleniu objawowym w kontekście całego pacjenta. Nietuzinkowe pomysły i „thinking outside the box” – to właśnie ratuje życie wielu ludziom! Prawdą jest, iż laury najczęściej zbierają specjaliści, ale niezłej dawki adrenaliny i najbardziej bezpośrednich układów koleżeńskich nikt nam nie odbierze!

To co?! 2013 rokiem medycyny ratunkowej?

MERITUS my new home

Hi everyone!

I am sure you’ve been wondering what happened to my blogging activity. Well – I found a great team in Kraków and we decided to build a new home for our educational activities in emergency medicine, critical care and bedside ultrasound. Please visit us at MERITUS website and follow us on Twitter @MeritusKrakow

Kasia


Airtraq – a co to takiego?

Dzisiejszy wpis jest wynikiem ciekawej pogawędki na temat „tanich” rozwiązań w trudnych drogach oddechowych. Ratowniczka z Wrocławia prosiła mnie o poradę na temat zakupu „sensownego sprzętu” do ich karetki, ponieważ słyszała, że w USA można kupić różne różności już za $10. Po czym dodała, że chodziło jej o takie urządzenie na które składa się „system luster i patrzy się przez nie trochę jak przez kinetoskop”. Miała na myśli Airtraq’a. Tutaj od razu kilka informacji finansowych:

1. Nie mam żadnych udziałów w firme Airtraq

2. Nikt mnie przekupił, żebym napisała tego posta.

3. Nie wiem jak ogromne musiałoby być to zamówienie, żeby przeciętną cenę $ 80-90 zbić do $ 10 za sztukę. Tak więc, jeżeli ktoś składa Wam ofertę w takiej cenie, to chyba jest to materiał z „odzysku” (tzn. wyciągany ze szpitalnego śmietnika), bo jest to urządzenie jednorazowego użytku. Radziłabym się mocno zastanowić nad importem amerykańskich bakterii. Tutejsze szczepy MRSA, VRE, C. difficile czy też E. coli są szczególnie wredne i trudne do opanowania. Poza tym Airtraq ma wielu przedstawicieli w Europie.

Difficult airway - AirTraq

Wracając do Airtraq’a… Jak na ironię nazwa kojarzy się z Iraq’iem. Prawdę mówiąc Airtraq sprawdził się w bojach i znalazł zastosowanie wśród medyków amerykańskiej armii, więc pewnie przyda się w ratowniczych eskapadach, zwłaszcza gdy roczna liczba intubacji danej ekipy jest raczej mała. Wydaje mi się, iż w takiej sytuacji koszt jednorazowego urządzenia stosowanego jako tzw. „rescue device” nie jest wygórowany. Zabawka naprawdę łatwa w użyciu – nawet na naszym super sztywnym manekinie do symulacji medycznych. Ponoć przydatne do intubacji „na żywca”, ale nie wiem czy akurat sięgnęłabym po Airtraq’a w tym przypadku. Na załączonym filmiku Dr. Phil Williams dokonuje takich cudów, ale czy porwałabym się z motyką na słońce? Airtraq nawet trochę do motyki podobny ;-) .

Moja osobista preferencja to cacka typy VL/DL czyli mariaż videolaryngoskopii z laryngoskopią bezpośrednią. Niestety urządzenia takie jak C-Mac czy McGrath Mac są stosunkowo drogie. Kompromisem wizualno-cenownym byłby King Vision, ale to jest urządzenie tunelowe – nie podnosi tak adrenaliny jak cała reszta :-)

Difficult airway x 3

Szując dodatkowych informacji na temat Airtraq’a dowiedziałam się, iż podobno dostępna jest już wersja w optyką wielorazowego użytku, którą wyrzuca się po 50 zastosowaniach. System taki nazywa się Airtraq Avant. Niestety nie mam orientacji cenowej w tej materii, żeby stwierdzić czy to kolorowy zawrót głowy, czy też kolejna fanaberia marketingowa. Przy okazji natknęłam się również na stronę Airtraq Training Portal. Wystarczy się zarejestrować – dostęp bezpłatny. Na koniec polecam ciekawy artykuł o trudnych drogach oddechowych z EMS World.

Epiglottoscopy anyone?

[PL] Ostatnio ciągle mnie nosi na różne kursy do Baltimore. Mało bezpieczna metropolia – to fakt! Wczoraj nadrzuciłam nawet kilka mil, aby odpuścić sobie przeprawę przez centrum w środku nocy. Jednakże muszę przyznać, że stopień zaawansowania „SORofilii edukacyjnej” wzbudza moje zainteresowanie. 2 tygodnie temu byłam tu na International EM Faculty Development and Teaching Course, a dziś i jutro wojuję z trudnymi drogami oddechowymi na kursie Dr. Levitan’a. Przez cały dzień rozsyłałam różne ciekawostki i jego porady na Twitterze, więc postanowiłam wypróbować swoich sił na storify.com. Świetne narzędzie edukacyjne – oceńcie sami!

[ENG] Since my storify slide show is in English I’m not going to elaborate… Just mentioning difficult airway and Rich Levitan in the same sentence should tell you more than I could possibly explain.

Przewodnik po #FOAMed

Przewodnik po #FOAMed czyli niezbędnik pasjonata medycyny ratunkowej, intensywnej terapii i ultrasonografii pierwszego kontaktu.

[PL] Miało być o SORach, medycynie ratunkowej i innych rewelacjach, a ja zaczynam od bicia piany. Ale za to jakiej!!!

FOAM [ang. piana] czyli Free Open Access Meducation. Kilku niesamowitych lekarzy medycyny ratunkowej wpadło na genialny pomysł bezpłatnego rozpowszechniania wiedzy w tejże dziedzinie za pomocą mediów socjalnych. W przeciągu naprawdę krótkiego czasu przeróżne strony internetowe i blogi medyczne połączyły się ogromną sieć zasobów edukacyjnych, i zaczęły korzystać z Facebook, Linkedin, Google+ czy też Twitter jako niezawodnych narzędzi „reklamy”.

Mogłabym rozpisać się na temat FOAMu, ale skoro mamy łączyć się z całym światem medycyny ratunkowej, to chyba najłatwiej po angielsku. Kilka artykułów czy też podkastów i od razu człowiek poczuje się pewniej. Tłumaczenie wszystkich publikacji zabrałoby całe lata świetlne! A jak mawia Joe Lex, którego wszyscy z pewnością znacie:

(z wykładu International EM Education Efforts & E-Learning którego koniecznie należy wysłuchać)

Mini przewodnik po FOAMowaniu:

FOAMowa ekipa ratunkowa!!!

Finally – nareszcie!

[ENG] Welcome everyone!!!

Polish hosts always welcome their guests first, hence I am starting this post in English. Please let me utter a sheepish word of apology to all those who kept visiting the empty blog. Thanks for your patience and understanding. The transition from Pora Na TeleSORa on a dummy version of WordPress.com to this „ambitious” creation on WordPress.org has been a little challenging to say the least ;-) .

Enough about my IT-illiteracy. I can already imagine everyone expects a word of explanation regarding this blog. So here it comes. MERITUS stands for „MEdycyna Ratunkowa” (emergency medicine), „Intensywna Terapia” (critical care) and „UltraSonografia” (ultrasound). Just a little catchy name for an amazing group of educational pioneers from Poland. Inspired by the #FOAMed movement we decided to write a new chapter in the history of Polish medical education. We are taking it Web 2.0!!! It’s time Polish EM and CCM joined the crowd of passionate leaders around the world.

I could write a book about our plans and ideas, but who on earth has time to read a novel in every post?! If you speak Polish and you are obsessed with anything EM/CCM/ultrasound, just follow us on Twitter, like us on Facebook or sign up for our RSS feeds and you won’t be disappointed ;-) . I will try to keep the international folks happy by posting in English!

And last but not least! A special word of thanks to Rob Rogers for organizing the 1st International Emergency Medicine Faculty Development and Teaching Course (#IEMTC12 on Twitter)! MERITUS would not exist if it wasn’t for this event. Make sure you mark your calendars for the 2nd edition in 2013 (Oct 21-25, Baltimore, Maryland).

[PL] Nareszcie!!!

To pewnie przychodzi Wam na myśl drodzy czytelnicy po wielu tygodniach klikania w pustego bloga! Wstyd i hańba, ale od teraz już się poprawię. Grupa już dawno zaczęłaby działać, gdyby nie moje niedociągnięcia techniczne, za które bardzo przepraszam.

Zapewne nie jeden się zastanawia, co my tutaj za rewolucję szykujemy… Owszem – knujemy, planujemy pełną parą, bo nam się marzy medycyna ratunkowa z prawidziwego zdarzenia! Taka z OiOMem na SORze (Upstairs Care Downstairs – jak mawia Scott Weingart) i ultrasonografią pierwszego kontaktu w małym paluszku… Wiem, wiem… Nie od razu Kraków zbudowano, ale międzynarodowych doświadczeń, pomysłów i zapału nam nie brakuje, więc szansa na sukces murowana!

Przyłączcie się! Pasjonaci zawsze mile widziani!!!

Simply the best!!! czyli sonograficzna rewelacja/rewolucja edukacyjna

This iText is so great that I got an iPad!!!

[PL] Kilka dni temu mąż sprawił mi przedterminowy prezent urodzinowy. Na moim biurku pojawił się wyczekiwany iPad. Do moich urodzin jest jeszcze dość dużo czasu, ale jak tu czekać cały miesiąc na możliwość przeczytania iText’u moich wirtuozów sonograficznych? 24 października Matt Dawson i Mike Mallin opublikowali pierwszą część genialnego przewodnika po ultrasonografii.

Introduction to Bedside Ultrasound: Volume 1 to magicznie interaktywna kompozycja audiowizualna, którą koniecznie powinien nabyć każdy student, rezydent czy też lekarz po specjalizacji, interesujący się ultrasonografią stanów nagłych i naglejszych :-) Znaczna przewaga zdjęć i filmików nad tekstem. Czyta się szybko, łatwo i przyjemnie! A wiedza sama do głowy wchodzi.

Cena? Wydaje mi się bardzo rozsądna - $ 29.99 (96 PLN w/g dzisiejszego kursu $)

Mocno zastanawiamy się nad polską wersją. Dajcie znać drodzy czytelnicy – czy widzicie taką potrzebę!!!

—————————————————-

[NL] Ben je een (bijna)dokter? Werk je graag met echografie? Heb je een iPad? Dan surf maar snel naar iTunes store en download het meest geweldige iText aller tijden!!! Introduction to Bedside Ultrasound: Volume 1 door Matt Dawson en Mike Mallin. Goedkoper and beter zal je er niet vinden!!! Slechts $29.99


Ultrasound First

Serdecznie zapraszam na stronę AIUM (American Institute of Ultrasound in Medicine). W tej chwili prowadzą bardzo ciekawą kampanię na rzecz zastosowania ultrasonografii jako pierwszorzędowej techniki obrazowania pacjnetów. Okazuje się, iż tomografia komputerowa oraz rezonans magnetyczny często gęsto prowadzą do mniej trafnych wniosków niż USG w rękach doświadczonego klinicysty. Badanie USG pozwala na dynamiczną ocenę pacjenta z wykorzystaniem całej gamy wskazówek klinicznych odbieranych za pomocą wszelakich zmysłów…

Jak już kiedyś wspomniałam kursy USG bywają dość drogie, ale w sieci jest mnóstwo pasjonatów, którzy uczą za darmo o każdej porze dnia i nocy. Proszę zajrzeć w zakładkę USG i odwiedzić tych wszystkich ultrasonograficznych misjonarzy!


200 x FOAM

200 wizyt na dobry początek! No i Polska górą! Jeszcze się świat zdziwi jak zawojujemy FOAM!

Wow 200 hits in just 12 days – not a bad start for a new blog I’d say! Especially a medical one! Poland leading the game (that bright orange spot in Europe)! I knew I just needed to get the word out there!

Mijn Vlaamse collega’s uit Leuven zijn er nog niet geweest, maar daar kan ik mee leven :-) .


Projekt naukAwy

Bardzo przepraszam Szanownych Czytelników za tymczasowy zastój na moim blogu, ale chwilowo pochłonął mnie przymusowy projekt naukAwy (tylko proszę nie mylić z niczym o wartości naukowej). Przymus przymusem, tak więc postanowiłam zająć się czymś, co potencjalnie mogłoby się komukolwiek przydać. Za dwa tygodnie będę uczyć hamerykańskich studentów medycyny co nieco na temat ultrasonografii. Przy okazji sprawdzimy co te przemądrzałe “bachory” wiedzą na ten temat przed moim wykładem, i jak szybko się uczą. Oczywiście przewiduję też sesję praktyczną. Będziemy kłuć manekinom rurki (czytaj żyły) pod kontrolą USG, oraz postaram się uzmysłowić studentom w sposób praktyczny, że badanie FAST (Focused Assessment with Sonography for Trauma) należy wykonać starannie, a nie pędzić jak wilk przez pole. W tym przypadku FAST wcale nie znaczy że “szybko”.

Jako rezydent mam czasem takie dyżury, w czasie których ciągam za sobą małą świtkę studentów. Na początku doprowadzali mnie do szewskiej pasji swoim yankeskim wyrazem pewności siebie w momencie, gdy ich odpowiedzi na moje pytania graniczyły z herezją. Że już nie wspomnę o nagminnych próbach wciskania się bez wazeliny w różne ciemne “zakamarki”. Po kilku takich doświadczeniach zaczęłam informować “klientów” o zgubnych skutkach tychże praktyk. Jest to dla nich mocno szokujące i zarazem stresujące, że wazeliniarstwo nie popłaca.

Wracam do wypełniania papierków… Prawdziwa masakra biurokratyczna… Przerabianie Yankesa na królika doświadczalnego jest bardzo czasochłonne. Całe szczęście, że moja działalność naukAwa nie ma nic wspólnego z pacjentami, bo chyba wyzionęłabym ducha wystukując różne brednie w tych paparasach. Tutaj każda dokumentacja medyczna mierzona jest w kilometrach (sorki – w milach), zwłaszcza ta “pseudonaukowa”. Ja tu życie tracę wypisując poematy na temat każdego pacjenta, a większość z nich to fikcja literacka z gatunku “thriller medyczny”. Bardzo wiele przypadków można zakwalifikować jako ciężką patologię psychiatryczną. A ja tu nawet prawdy nie mogę napisać. Co któryś pacjent to czubek albo narkoman. Dla rozrywki polecam lekturęBest of Craigslist: Advice from an ER doctor to drug seekers. A tak celem przybliżenia realiów amerykańskiej medycyny ratunkowej podam fakt, iż w Stanach więcej ludzi umiera rocznie z przedawkowania narkotycznych leków przeciwbólowych niż od nielegalnych narkotyków z ulicy.


CastleFest 2013

Lexington, KY – USA – 26-30 Apr 2013

The best Emergency Ultrasound course ever!!!

[PL] Prawdziwych zamków to w Ameryce nie ma. Drewniane stodoły to najstarsze zabytki klasy zerowej, ale budowli zamkopodobnych całe mnóstwo, więc można sobie “pobalować”… A co to będzie za “dżampreza”! Prawdziwa uczta bogów dla pasjonatów EUS. Po tych 5 dniach intensywnego wtajemniczenia radiologów będzie można puścić z torbami ;-)

[ENG] Especially if you don’t feel comfortable with bedside ultrasound, awesome teachers and good wine will make you feel like home. After CastleFest2013 you will stop punishing your patients with radiation, and you won’t be able to imagine your ED without a good ultrasound machine.

[NL] Amerikaanse kastelen zijn het waarschijnlijk niet waard om zo ver te vliegen, maar CastleFest2013 is meer dan de moeite waard. Zelfs als je er niets van kent, is het geen ramp. De lesgevers zullen een pro van jou maken! Beloofd! 5 dagen in Kentucky en de radiologen zullen jou niets meer wijsmaken.


Australia, Canada, Germany, Netherlands, Poland, Taiwan, UK, USA…

This is absolutely amazing! My blog has been up for just a few days and I’ve already had visitors from all over the world. At first I had no idea who caused the sudden surge of international activity, but I know now! It was Mike Cadogan – the GODFATHER OF FOAM himself! Hats off to Mike!

My initial intent was to focus of spreading the FOAM around Poland, but I’d hate to disappoint my non-Polish speaking fans! Hence I came up with the idea to add occasional posts in other languages. After all, we do all want to encourage some exchange of educational information in Emergency Medicine around the world. I am also going to add short comments and brief translations to my existent posts.

If you have any hints, ideas, suggestions – just place a comment for now and I’ll surely get back to you. I am working on my intro site, and it will have my contact information. I guess I’ll try to introduce myself in a few different languages…

Thanks a lot!

Dziękuję!

Bedankt!

Vielen Dank!

Merci bien!

Cпасибо!

Gracias!

May the FOAM be with you


Nie ma to jak wpaść do czarnej dziury :-)

Zupełnie się nie spodziewałam, że cokolwiek zobaczę. Badanie wykonałam chyba tak dla sportu, bo USG przy 400 lbs (180 kg) żywej wagi to jak krucjaty z kosą na armaty.

[PL] A było to tak. Zacnej wagi jegomość miał wypadek 3 tygodnie temu. Zaliczył glebowanie z kłada. Kto to widział, żeby słonie kładami jeździły, ale tutaj to chyba wszystko jest możliwe. A skoro mowa o słoniach, to przepraszam za małą dygresję. Muszę się podzielić rewelacyjną historią. Kolega opowiadał mi, że w dużych miastach które mają ogrody zoologiczne, pacjentom o rozmiarach XXXL+ wydaje się skierowania na tomografię komputerową i rezonans magnetyczny do ZOO. I jak tu kręcić “Z kamerą wśród zwierząt”?

Wracając do zacnego jegomościa. Kładowe fiasko było dość opłakane w skutkach. Pacjent wymagał embolizacji śledziony. 3 tygodnie minęły, a on się zjawia w naszym ER z wysoką gorączką, tętno 130/min i silne bóle w lewym górnym kwadrancie brzucha. Po zebraniu wywiadu i badaniu klinicznym, tak właśnie dla sportu zrobiłam USG. Normalnie wpadłam w tę czarną dziurę, a tak poza tym to raczej nic się zobaczyć nie dało.

Aż mi ciarki po krzyżu przebiegły na samą myśl, że to pewnie ropień. No i był – ropień śledziony o średnicy 16,6 cm (post-traumatic splenic abscess)  na CT jamy brzusznej. R/ drenaż pod kontrolą CT przez radiologa interwencyjnego.

Wniosek z tego taki, że USG jest najbardziej genialnym wynalazkiem jakim posługuje się lekarz w SORze – bez względu na rozmiary pacjenta. Matt Dawson i Mike Mallin nauczą nawet najbardziej opornych.

————————————————————————–

[ENG] I am not going to translate the whole story – just the morale ;-) . As Matt & Mike would say: “there is no reason to punish your patients with radiation” even if they weight 400 lbs (180 kg). Bedside ultrasound is the most ingenious tool you have in your ED. It will save your time and make you a better doc! You wanna know what the patient said when CT confirmed my bedside diagnosis of a splenic abscess? “Doc, you are awesome, you nailed it right down”. Well, it wasn’t me who attacked that 16,6 cm beast with any nails or sharp tools – IR drained it under CT guidance ;-) . My point is that patients like it when we use ultrasound. That picture speaks for a 1000 words, and it surely helps them follow your chain of thought, even if you don’t say too much! Aren’t we all guilty of that at times?

————————————————————————–

[NL] En nog korter… De moraal van het verhaal is dat echografie aan het bed van de patiënt het meest ingenieuze hulpmiddel in klinische diagnostiek is. Gelukkig voor je wegen de meeste Belgen en Nederlanders wat minder dan 180 kg… Als je wat tijd hebt, surf naar Ultrasound Podcast. Die twee lieve zotten, Matt en Mike, kunnen je echt alles leren.  En je moet er niet voor betalen!!!!!!!!!!!